Co
to w ogóle był za sen?!
Obudziłam
się zszokowana. Jak mogło mi się śnić, że byłam księżniczką
i poznałam księcia?!
Przecież od początku roku jeszcze się w nikim nie zakochałam ani na nikogo nie zwróciłam uwagi.
To nie możliwe!
Tak czy inaczej, musiałam zapomnieć w tej chwili o tym śnie, bo trzeba było się szykować do szkoły. Włożyłam różową spódnicę i baletki oraz niebieski sweter. Zeszłam szybko na śniadanie, a tak, jak zwykle czekali na mnie Emily i Daniel.
- Hej, Katrin - przywitali mnie, jak tylko zeszłam na dół.
Tak serio, to nie odpowiedziałam. Byłam strasznie wkurzona tą podłą Caroline. Jak można być takim wrednym? I to jeszcze ten sen...
W szkole też nie iskrzyłam najlepszym humorem.
- Co się stało, Katrin? - zapytała mnie Natalia.
- Nic takiego - odpowiedziałam dość szybko.
- Jakoś nie jesteś dzisiaj szczęśliwa.
Myślałam, że ten dzień będzie okropny, a przynajmniej tak się zapowiadało. Jednak wyszło inaczej, ten dzień był naprawdę piękny. Starałyśmy się unikać Caroline, na tak długo jak to możliwe. Czasem, jak koło niej przechodziłyśmy, ona oczywiście rzucała swoje wyzwiska, ale do niczego poważnego dzisiaj nie doszło.
Przecież od początku roku jeszcze się w nikim nie zakochałam ani na nikogo nie zwróciłam uwagi.
To nie możliwe!
Tak czy inaczej, musiałam zapomnieć w tej chwili o tym śnie, bo trzeba było się szykować do szkoły. Włożyłam różową spódnicę i baletki oraz niebieski sweter. Zeszłam szybko na śniadanie, a tak, jak zwykle czekali na mnie Emily i Daniel.
- Hej, Katrin - przywitali mnie, jak tylko zeszłam na dół.
Tak serio, to nie odpowiedziałam. Byłam strasznie wkurzona tą podłą Caroline. Jak można być takim wrednym? I to jeszcze ten sen...
W szkole też nie iskrzyłam najlepszym humorem.
- Co się stało, Katrin? - zapytała mnie Natalia.
- Nic takiego - odpowiedziałam dość szybko.
- Jakoś nie jesteś dzisiaj szczęśliwa.
Myślałam, że ten dzień będzie okropny, a przynajmniej tak się zapowiadało. Jednak wyszło inaczej, ten dzień był naprawdę piękny. Starałyśmy się unikać Caroline, na tak długo jak to możliwe. Czasem, jak koło niej przechodziłyśmy, ona oczywiście rzucała swoje wyzwiska, ale do niczego poważnego dzisiaj nie doszło.
Dzisiaj,
bardzo się cieszyłam, bo było zaliczenie z biegów, a najlepsze
osoby pojadą na zawody pod koniec września. Ja dobrze biegam, a
słyszałam, że jakaś Amanda podobno również jest w tym dobra.
Postanowiłam z nią o tym porozmawiać:
- Hej - przywitałam się - Dzisiaj są te biegi, prawda?
- Tak, nie mogę się doczekać - odpowiedziała mile Amanda.
Krótko byłyśmy w tej szkole, ale Amanda była - zaraz po Natalii - najbardziej zaufaną mi osobą. Znałam ją już nawet i lubiłam. Jednak potrzebowałyśmy naprawdę wiele czasu, żeby się zaprzyjaźnić. Bo to dopiero siódmy dzień.
- Ja też - powiedziałam do niej - Słyszałam, że dobrze ci to wychodzi.
- No... może - przyznała skromnie - w zeszłym roku byłam na zawodach, zajęłam szóste miejsce.
- O, to fajnie się złożyło, bo ja ósme.
Sięgnęłam pamięcią wstecz i przypomniałam sobie chwile z zawodów. A więc to była ta dziewczyna dwa miejsca przede mną?
- Pamiętam cię - przyznała w końcu.
- Ja ciebie też. W tym roku też jedziesz?
- Chyba tak, mam taką nadzieję.
Przygotowywaliśmy się właśnie do zawodów, bo biegi miały być na następnej lekcji. Weszliśmy na boisko, tylko, że najpierw zaliczali chłopaki. Biegli, a my w tym czasie siedziałyśmy na ławce i czekałyśmy na naszą kolej. Nudziło nam się... właściwie bardzo.
- Jak myślisz? - zapytała się mnie Natalia - Kto dobiegnie pierwszy?
- Mnie to raczej nie interesuje...
- Ej, a może Ryan?
- Co?! - wybuchłam nagle. Dziwne, że przyjaciółka przypomniała mi znowu o Ryanie.
- No... Może Ryan być może ukończy pierwszy bieg?
- Aaaa... Myślę, że nie - odpowiedziałam zmieszana i szybko spojrzałam w drugą stronę - mnie bardziej interesuje nasz bieg.
Po chwili rozległ się dzwonek pana od w-fu, który oznajmił, że teraz dziewczyny biegną. Rzeczywiście, pierwszy był Ryan.
Ustawiłyśmy się na starcie, a ja wzięłam głęboki oddech i w sercu powtarzałam sobie "Dam z siebie wszystko... dam z siebie wszystko... muszę tylko naprawdę szybko biec"
- Hej - przywitałam się - Dzisiaj są te biegi, prawda?
- Tak, nie mogę się doczekać - odpowiedziała mile Amanda.
Krótko byłyśmy w tej szkole, ale Amanda była - zaraz po Natalii - najbardziej zaufaną mi osobą. Znałam ją już nawet i lubiłam. Jednak potrzebowałyśmy naprawdę wiele czasu, żeby się zaprzyjaźnić. Bo to dopiero siódmy dzień.
- Ja też - powiedziałam do niej - Słyszałam, że dobrze ci to wychodzi.
- No... może - przyznała skromnie - w zeszłym roku byłam na zawodach, zajęłam szóste miejsce.
- O, to fajnie się złożyło, bo ja ósme.
Sięgnęłam pamięcią wstecz i przypomniałam sobie chwile z zawodów. A więc to była ta dziewczyna dwa miejsca przede mną?
- Pamiętam cię - przyznała w końcu.
- Ja ciebie też. W tym roku też jedziesz?
- Chyba tak, mam taką nadzieję.
Przygotowywaliśmy się właśnie do zawodów, bo biegi miały być na następnej lekcji. Weszliśmy na boisko, tylko, że najpierw zaliczali chłopaki. Biegli, a my w tym czasie siedziałyśmy na ławce i czekałyśmy na naszą kolej. Nudziło nam się... właściwie bardzo.
- Jak myślisz? - zapytała się mnie Natalia - Kto dobiegnie pierwszy?
- Mnie to raczej nie interesuje...
- Ej, a może Ryan?
- Co?! - wybuchłam nagle. Dziwne, że przyjaciółka przypomniała mi znowu o Ryanie.
- No... Może Ryan być może ukończy pierwszy bieg?
- Aaaa... Myślę, że nie - odpowiedziałam zmieszana i szybko spojrzałam w drugą stronę - mnie bardziej interesuje nasz bieg.
Po chwili rozległ się dzwonek pana od w-fu, który oznajmił, że teraz dziewczyny biegną. Rzeczywiście, pierwszy był Ryan.
Ustawiłyśmy się na starcie, a ja wzięłam głęboki oddech i w sercu powtarzałam sobie "Dam z siebie wszystko... dam z siebie wszystko... muszę tylko naprawdę szybko biec"
Teraz,
jak sobie o tym pomyślę, to w ogóle nie jest nic strasznego. Czemu
się aż tak bałam? Wyprzedziłam o wiele inne dziewczyny i biegłam
na samym przodzie z Amandą. Najpierw trochę wolniej niż ona, ale w
drugiej połowie ostatniego okrążenia, prawie się z nią
zrównałam. Biegłam i biegłam bardzo szybko.
To ona jednak była pierwsza, ja druga. Między nami dosłownie była sekunda różnicy, a to był jeszcze bieg na 600 metrów! Ucieszyłam się z tego :)
To ona jednak była pierwsza, ja druga. Między nami dosłownie była sekunda różnicy, a to był jeszcze bieg na 600 metrów! Ucieszyłam się z tego :)
Byłam
naprawdę zadowolona z końcowego wyniku. Dlatego uradowana podeszłam
do Amandy i wykrzyknęłam:
-
Jedziemy na zawody!
Przytuliłyśmy
się jak dobre przyjaciółki i już byłyśmy szczęśliwe do końca
dnia.
Jednak
czekała nas zła wiadomość - Caroline zajęła trzecie miejsce. To
znaczyło, że jedzie z nami na zawody! Niestety...
Ale
postanowiłam się nią nie martwić ani nie przejmować. Poszłam do
Natalii i zaczęłyśmy rozmawiać:
-
Ale fajnie, że jedziesz na zawody - pogratulowała mi.
-
Wiem... ale chciałabym jechać z tobą.
-
Czwarte miejsce nie jest złe, ale szkoda, że ta wariatka mnie
prześcignęła - dodała ze smutkiem i spojrzała na szalejącą ze
złości i satysfakcji Caroline.
Szkoda
mi było mojej przyjaciółki. Ta wredna dziewczyna nie może jej
dokuczać! Postanowiłam interweniować. Najpierw Natalia, później
ja.
Nic
nie mówiłam do Natalii, poszłam tylko stanowczym krokiem w stronę
Caroline. Gdy byłam coraz bliżej, słyszałam, jak przechwala się
Ryan'owi, o tym, że zajęła trzecie miejsce i, że prześcignęła
Natalię. Ryan się zdziwił na mój widok, za to Caroline się
ucieszyła.
-
Możesz przestać dokuczać mojej przyjaciółce? - powiedziałam do
niej.
-
A co ty też mnie uderzysz? Zapamiętaj sobie, że ty i ta twoja
przyjaciółeczka jesteście skończone! - Caroline zaczęła znowu
na mnie naskakiwać.
-
Poważnie? A wiesz co? Radzę ci się samej nie pogrążać, bo to ty
źle na tym wychodzisz, nie Natalia. W końcu każdy się zorientuje,
jaka jesteś wredna.
Starałam
się mówić spokojnie, a ją zamurowało. Wróciłam do Natalii,
szczęśliwa z tego, że obroniłam moją przyjaciółkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz