sobota, 16 maja 2015

Part 5

  Co to w ogóle był za sen?!
   Obudziłam się zszokowana. Jak mogło mi się śnić, że byłam księżniczką i poznałam księcia?!
  Przecież od początku roku jeszcze się w nikim nie zakochałam ani na nikogo nie zwróciłam uwagi.
  To nie możliwe!
 
  Tak czy inaczej, musiałam zapomnieć w tej chwili o tym śnie, bo trzeba było się szykować do szkoły. Włożyłam różową spódnicę i baletki oraz niebieski sweter. Zeszłam szybko na śniadanie, a tak, jak zwykle czekali na mnie Emily i Daniel.
- Hej, Katrin - przywitali mnie, jak tylko zeszłam na dół.
  Tak serio, to nie odpowiedziałam. Byłam strasznie wkurzona tą podłą Caroline. Jak można być takim wrednym? I to jeszcze ten sen...
  W szkole też nie iskrzyłam najlepszym humorem.
- Co się stało, Katrin? - zapytała mnie Natalia.
- Nic takiego - odpowiedziałam dość szybko.
- Jakoś nie jesteś dzisiaj szczęśliwa.
  Myślałam, że ten dzień będzie okropny, a przynajmniej tak się zapowiadało. Jednak wyszło inaczej, ten dzień był naprawdę piękny.      Starałyśmy się unikać Caroline, na tak długo jak to możliwe. Czasem, jak koło niej przechodziłyśmy, ona oczywiście rzucała swoje wyzwiska, ale do niczego poważnego dzisiaj nie doszło.
   Dzisiaj, bardzo się cieszyłam, bo było zaliczenie z biegów, a najlepsze osoby pojadą na zawody pod koniec września. Ja dobrze biegam, a słyszałam, że jakaś Amanda podobno również jest w tym dobra.   Postanowiłam z nią o tym porozmawiać:
- Hej - przywitałam się - Dzisiaj są te biegi, prawda?
- Tak, nie mogę się doczekać - odpowiedziała mile Amanda.
  Krótko byłyśmy w tej szkole, ale Amanda była - zaraz po Natalii - najbardziej zaufaną mi osobą. Znałam ją już nawet i lubiłam. Jednak potrzebowałyśmy naprawdę wiele czasu, żeby się zaprzyjaźnić. Bo to dopiero siódmy dzień.
- Ja też - powiedziałam do niej - Słyszałam, że dobrze ci to wychodzi.
- No... może - przyznała skromnie - w zeszłym roku byłam na zawodach, zajęłam szóste miejsce.
- O, to fajnie się złożyło, bo ja ósme. 
  Sięgnęłam pamięcią wstecz i przypomniałam sobie chwile z zawodów. A więc to była ta dziewczyna dwa miejsca przede mną?
- Pamiętam cię - przyznała w końcu.
- Ja ciebie też. W tym roku też jedziesz?
- Chyba tak, mam taką nadzieję.
  Przygotowywaliśmy się właśnie do zawodów, bo biegi miały być na następnej lekcji. Weszliśmy na boisko, tylko, że najpierw zaliczali chłopaki. Biegli, a my w tym czasie siedziałyśmy na ławce i czekałyśmy na naszą kolej. Nudziło nam się... właściwie bardzo.
- Jak myślisz? - zapytała się mnie Natalia - Kto dobiegnie pierwszy?
- Mnie to raczej nie interesuje...
- Ej, a może Ryan?
- Co?! - wybuchłam nagle. Dziwne, że przyjaciółka przypomniała mi znowu o Ryanie.
- No... Może Ryan być może ukończy pierwszy bieg?
- Aaaa... Myślę, że nie - odpowiedziałam zmieszana i szybko spojrzałam w drugą stronę - mnie bardziej interesuje nasz bieg.
  Po chwili rozległ się dzwonek pana od w-fu, który oznajmił, że teraz dziewczyny biegną. Rzeczywiście, pierwszy był Ryan.
  Ustawiłyśmy się na starcie, a ja wzięłam głęboki oddech i w sercu powtarzałam sobie "Dam z siebie wszystko... dam z siebie wszystko... muszę tylko naprawdę szybko biec"
Teraz, jak sobie o tym pomyślę, to w ogóle nie jest nic strasznego. Czemu się aż tak bałam? Wyprzedziłam o wiele inne dziewczyny i biegłam na samym przodzie z Amandą. Najpierw trochę wolniej niż ona, ale w drugiej połowie ostatniego okrążenia, prawie się z nią zrównałam. Biegłam i biegłam bardzo szybko.
  To ona jednak była pierwsza, ja druga. Między nami dosłownie była sekunda różnicy, a to był jeszcze bieg na 600 metrów! Ucieszyłam się z tego :)
Byłam naprawdę zadowolona z końcowego wyniku. Dlatego uradowana podeszłam do Amandy i wykrzyknęłam:
- Jedziemy na zawody!
  Przytuliłyśmy się jak dobre przyjaciółki i już byłyśmy szczęśliwe do końca dnia.
  Jednak czekała nas zła wiadomość - Caroline zajęła trzecie miejsce. To znaczyło, że jedzie z nami na zawody! Niestety...
  Ale postanowiłam się nią nie martwić ani nie przejmować. Poszłam do Natalii i zaczęłyśmy rozmawiać:
- Ale fajnie, że jedziesz na zawody - pogratulowała mi.
- Wiem... ale chciałabym jechać z tobą.
- Czwarte miejsce nie jest złe, ale szkoda, że ta wariatka mnie prześcignęła - dodała ze smutkiem i spojrzała na szalejącą ze złości i satysfakcji Caroline.
  Szkoda mi było mojej przyjaciółki. Ta wredna dziewczyna nie może jej dokuczać! Postanowiłam interweniować. Najpierw Natalia, później ja.
  Nic nie mówiłam do Natalii, poszłam tylko stanowczym krokiem w stronę Caroline. Gdy byłam coraz bliżej, słyszałam, jak przechwala się Ryan'owi, o tym, że zajęła trzecie miejsce i, że prześcignęła Natalię. Ryan się zdziwił na mój widok, za to Caroline się ucieszyła.
- Możesz przestać dokuczać mojej przyjaciółce? - powiedziałam do niej.
- A co ty też mnie uderzysz? Zapamiętaj sobie, że ty i ta twoja przyjaciółeczka jesteście skończone! - Caroline zaczęła znowu na mnie naskakiwać.
- Poważnie? A wiesz co? Radzę ci się samej nie pogrążać, bo to ty źle na tym wychodzisz, nie Natalia. W końcu każdy się zorientuje, jaka jesteś wredna.
  Starałam się mówić spokojnie, a ją zamurowało. Wróciłam do Natalii, szczęśliwa z tego, że obroniłam moją przyjaciółkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz