wtorek, 12 maja 2015

Part 4

  Poszłam do domu, a chwilę później wolałam sobie odpocząć i oderwać się myślami od Caroline.
   Ta sytuacja mnie pogrążała i to dla mnie nie było wcale śmieszne. Caroline naprawdę mogła już sobie darować "niszczenia nam życia".
   Poszłam więc do kawiarni, w której mogłam spokojnie zamówić lody i przestać myśleć o moich szkolnych problemach, jak i również ze spokojem nareszcie ochłonąć.
   Zamawiałam właśnie lody o truskawkowym smaku, aż nagle zobaczyłam niespodziewaną osobę. Odwróciłam się i ją ujrzałam – to był Ryan. Nie chciałam na niego patrzeć właściwie nie wiedząc czemu. Nic mi nie zrobił, ale tak szczerze, był chłopakiem Caroline, a dla mnie przyjaciele takich wrednych osób prawie zawsze są tacy sami.
   Jednak miałam naprawdę szczęście, że to nie Caroline.
- O... hej – przywitał się ze mną – Katrin, tak?
- Wiesz, co? Spieszę się... - odpowiedziałam nie pewnie i chciałam pójść do stolika, zamiast z nim rozmawiać.
- Ej... Czekaj.
- Co? - nie byłam tym zachwycona, że próbował mnie zatrzymać.
- Ja cię naprawdę przepraszam za Caroline...
- Przeproś Natalię. Zaraz. Niech ONA ją przeprosi.
- Katrin... naprawdę przepraszam...
   Nie odpowiedziałam już, poszłam do stolika i wolałam w samotności zjeść lody. Przewracałam kartki menu, próbując rozpaczliwie znaleźć coś, co mogłabym jeszcze zamówić. Wolałam się oderwać od problemu z Caroline, a było to trudne, ponieważ cały czas czułam na sobie spojrzenia Ryan'a.
   Nie wiedziałam już, czemu się skupiam na menu i udaję, że go nie widzę i nie znam. Odwróciłam głowę i wtedy spostrzegłam, że się uśmiechnął.      Nagle ja również uśmiechnęłam się do niego i wtedy zapomniałam o całym świecie i byłam tak jakby w innym świecie. To było dla mnie zaskakująco dziwne uczucie.
   Ryan nadal się uśmiechał, ale w końcu stał i wyszedł nadal uśmiechnięty do mnie.
   Kiedy drzwi się zamknęły, trochę mnie zaskoczyła ta sytuacja. Co ja robię?!
   Starałam się znów myśleć o lodach i kawiarni, lecz nadal mi to się nie udawało. W końcu dałam za wygraną i zadzwoniłam do Natalii, mając nadzieję, że pogadamy razem i zapomnimy o problemie z Caroline.
   Natalia również tak jak ja, bardzo chciała spędzić ze mną czas. Powiedziała, że będzie dosłownie za pięć minut. 
 
   Natalia przebiegła zaraz, jak ją wezwałam. Zawsze chciała się ze mną spotkać i o każdej porze, w końcu była moją najlepszą przyjaciółką.
- Hej, Katrin, co tam? - zapytała szybko siadając za stolikiem.
- Super, właśnie zamówiłam lody - powiedziałam, podając jej srebrny pucharek.
   Rozmawiałyśmy, jak to od lat najlepsze przyjaciółki na temat szkoły, przyjaciół, lekcji i wszystkiego, co popadnie.
   Niestety, po dzisiejszym zajściu, nasza rozmowa musiała w pewnej chwili paść na Caroline.
- Wiesz, co? Ja się boję jutro iść do szkoły... - mówiła zrezygnowana Natalia.
- Dlaczego? - spytałam zaskoczona.
- Jak ona znowu będzie do nas zaczynać?
- Nie martw się, przecież ty się nie masz co bać, w końcu dzisiaj ją walnęłaś.
   Pocieszyłam przyjaciółkę, chociaż fakt, że ją uderzyła, niezbyt mi się podobał. Ale musiałam ją jakoś pocieszyć, a to było najlepszym dowodem na to, że Caroline jej nic nie zrobi. Oczywiście w głębi serca wiedziałam, że jej bardziej chodzi o przemoc psychiczną i to było jasne, że Caroline jest wredna. No, ale Natalia nie musiała dzisiaj aż tak na to reagować...
- Ej, a co myślisz o Ryanie? - zapytała mnie nagle, a ja prawie udławiłam się lodami.
- A co mam myśleć? - odpowiedziałam trochę dziwnym tonem i ze zdradzającym wyrazem twarzy.
- Lubisz go?
   Następne pytanie mnie jeszcze bardziej zdołowało. Miałam się wykrzywić i mówić, że nie. Ale jakoś tak nagle nasunęła mi się krótka i prosta, zwyczajna odpowiedź:
- Może.
- A myślisz, że nadaje się do Caroline? - Natalia zadawała mi coraz dziwniejsze pytania.
- Eee... - zawahałam się speszona - no chyba nie...
- Oni w ogóle do siebie nie pasują. On jest taki miły...
To było dziwne. Pobyt w kawiarni właściwie za bardzo nawiązywał do Ryan'a
   Musiałam teraz na serio już odpocząć. Poszłam do domu, umyłam się, zjadłam kolację i poszłam spać. Chciałam zapomnieć choć przez chwilę o dziwnych zdarzeniach w szkole, dziwnych przypadkach, pytaniach i... uśmiechu.
Jednak to nie było takie łatwe...

   W nocy śniło mi się coś pięknego.
   Szłam chodnikiem, obok szkoły i pamiętam, że czegoś bardzo chciałam. Chodziło mi o spotkanie się z chłopakiem, bo jakoś mi czegoś brakowało. Chciałam wtedy znaleźć kogoś kto mógłby się mną zająć i opiekować.
Wtedy nadjechał jakiś książę, na białym rumaku. Podszedł do mnie, najpierw mnie przytulił do siebie, potem podniósł mnie na ręce i zaczął się ze mną na rękach kręcić dookoła, zaczynając tańczyć. Z każdym kołem, mieniło się koło nas coraz więcej magicznych iskierek, aż w końcu moje ubranie zmieniło się w piękną, różową sukienkę. Wylądowaliśmy w pięknej krainie, gdzie w czasie dnia jest cały czas tęcza, a w nocy gwiazdy lśnią swoją srebrną poświatą. Podał mi rękę i tańczyłam razem z nim. Na koniec, sypały się koło nas kwiaty, zaczęliśmy się do siebie uśmiechać i na siebie patrzeć, a potem on wyczarował skądś koronę, włożył mi na głowę i mianował mnie swoją księżniczką. Potem się schylił i mnie pocałował...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz