Poszłam
do domu, a chwilę później wolałam sobie odpocząć i oderwać się
myślami od Caroline.
Ta
sytuacja mnie pogrążała i to dla mnie nie było wcale śmieszne.
Caroline naprawdę mogła już sobie darować "niszczenia nam
życia".
Poszłam
więc do kawiarni, w której mogłam spokojnie zamówić lody i
przestać myśleć o moich szkolnych problemach, jak i również ze
spokojem nareszcie ochłonąć.
Zamawiałam
właśnie lody o truskawkowym smaku, aż nagle zobaczyłam
niespodziewaną osobę. Odwróciłam się i ją ujrzałam – to był
Ryan. Nie chciałam na niego patrzeć właściwie nie wiedząc czemu.
Nic mi nie zrobił, ale tak szczerze, był chłopakiem Caroline, a
dla mnie przyjaciele takich wrednych osób prawie zawsze są tacy
sami.
Jednak
miałam naprawdę szczęście, że to nie Caroline.
-
O... hej – przywitał się ze mną – Katrin, tak?
-
Wiesz, co? Spieszę się... - odpowiedziałam nie pewnie i chciałam
pójść do stolika, zamiast z nim rozmawiać.
-
Ej... Czekaj.
-
Co? - nie byłam tym zachwycona, że próbował mnie zatrzymać.
-
Ja cię naprawdę przepraszam za Caroline...
-
Przeproś Natalię. Zaraz. Niech ONA ją przeprosi.
-
Katrin... naprawdę przepraszam...
Nie
odpowiedziałam już, poszłam do stolika i wolałam w samotności
zjeść lody. Przewracałam kartki menu, próbując rozpaczliwie
znaleźć coś, co mogłabym jeszcze zamówić. Wolałam się oderwać
od problemu z Caroline, a było to trudne, ponieważ cały czas
czułam na sobie spojrzenia Ryan'a.
Nie
wiedziałam już, czemu się skupiam na menu i udaję, że go nie
widzę i nie znam. Odwróciłam głowę i wtedy spostrzegłam, że
się uśmiechnął. Nagle ja również uśmiechnęłam się do niego
i wtedy zapomniałam o całym świecie i byłam tak jakby w innym
świecie. To było dla mnie zaskakująco dziwne uczucie.
Ryan
nadal się uśmiechał, ale w końcu stał i wyszedł nadal
uśmiechnięty do mnie.
Kiedy
drzwi się zamknęły, trochę mnie zaskoczyła ta sytuacja. Co ja
robię?!
Starałam
się znów myśleć o lodach i kawiarni, lecz nadal mi to się nie
udawało. W końcu dałam za wygraną i zadzwoniłam do Natalii,
mając nadzieję, że pogadamy razem i zapomnimy o problemie z
Caroline.
Natalia
również tak jak ja, bardzo chciała spędzić ze mną czas.
Powiedziała, że będzie dosłownie za pięć minut.
Natalia
przebiegła zaraz, jak ją wezwałam. Zawsze chciała się ze mną
spotkać i o każdej porze, w końcu była moją najlepszą
przyjaciółką.
-
Hej, Katrin, co tam? - zapytała szybko siadając za stolikiem.
-
Super, właśnie zamówiłam lody - powiedziałam, podając jej
srebrny pucharek.
Rozmawiałyśmy,
jak to od lat najlepsze przyjaciółki na temat szkoły, przyjaciół,
lekcji i wszystkiego, co popadnie.
Niestety,
po dzisiejszym zajściu, nasza rozmowa musiała w pewnej chwili paść
na Caroline.
-
Wiesz, co? Ja się boję jutro iść do szkoły... - mówiła
zrezygnowana Natalia.
-
Dlaczego? - spytałam zaskoczona.
-
Jak ona znowu będzie do nas zaczynać?
-
Nie martw się, przecież ty się nie masz co bać, w końcu dzisiaj
ją walnęłaś.
Pocieszyłam
przyjaciółkę, chociaż fakt, że ją uderzyła, niezbyt mi się
podobał. Ale musiałam ją jakoś pocieszyć, a to było najlepszym
dowodem na to, że Caroline jej nic nie zrobi. Oczywiście w głębi
serca wiedziałam, że jej bardziej chodzi o przemoc psychiczną i to
było jasne, że Caroline jest wredna. No, ale Natalia nie musiała
dzisiaj aż tak na to reagować...
-
Ej, a co myślisz o Ryanie? - zapytała mnie nagle, a ja prawie
udławiłam się lodami.
-
A co mam myśleć? - odpowiedziałam trochę dziwnym tonem i ze
zdradzającym wyrazem twarzy.
-
Lubisz go?
Następne
pytanie mnie jeszcze bardziej zdołowało. Miałam się wykrzywić i
mówić, że nie. Ale jakoś tak nagle nasunęła mi się krótka i
prosta, zwyczajna odpowiedź:
-
Może.
-
A myślisz, że nadaje się do Caroline? - Natalia zadawała mi coraz
dziwniejsze pytania.
-
Eee... - zawahałam się speszona - no chyba nie...
-
Oni w ogóle do siebie nie pasują. On jest taki miły...
To
było dziwne. Pobyt w kawiarni właściwie za bardzo nawiązywał do
Ryan'a
Musiałam
teraz na serio już odpocząć. Poszłam do domu, umyłam się,
zjadłam kolację i poszłam spać. Chciałam zapomnieć choć przez
chwilę o dziwnych zdarzeniach w szkole, dziwnych przypadkach,
pytaniach i... uśmiechu.
Jednak
to nie było takie łatwe...
W
nocy śniło mi się coś pięknego.
Szłam
chodnikiem, obok szkoły i pamiętam, że czegoś bardzo chciałam.
Chodziło mi o spotkanie się z chłopakiem, bo jakoś mi czegoś
brakowało. Chciałam wtedy znaleźć kogoś kto mógłby się mną
zająć i opiekować.
Wtedy
nadjechał jakiś książę, na białym rumaku. Podszedł do mnie,
najpierw mnie przytulił do siebie, potem podniósł mnie na ręce i
zaczął się ze mną na rękach kręcić dookoła, zaczynając
tańczyć. Z każdym kołem, mieniło się koło nas coraz więcej
magicznych iskierek, aż w końcu moje ubranie zmieniło się w
piękną, różową sukienkę. Wylądowaliśmy w pięknej krainie,
gdzie w czasie dnia jest cały czas tęcza, a w nocy gwiazdy lśnią
swoją srebrną poświatą. Podał mi rękę i tańczyłam razem z
nim. Na koniec, sypały się koło nas kwiaty, zaczęliśmy się do
siebie uśmiechać i na siebie patrzeć, a potem on wyczarował skądś
koronę, włożył mi na głowę i mianował mnie swoją księżniczką.
Potem się schylił i mnie pocałował...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz