sobota, 16 maja 2015

Part 5

  Co to w ogóle był za sen?!
   Obudziłam się zszokowana. Jak mogło mi się śnić, że byłam księżniczką i poznałam księcia?!
  Przecież od początku roku jeszcze się w nikim nie zakochałam ani na nikogo nie zwróciłam uwagi.
  To nie możliwe!
 
  Tak czy inaczej, musiałam zapomnieć w tej chwili o tym śnie, bo trzeba było się szykować do szkoły. Włożyłam różową spódnicę i baletki oraz niebieski sweter. Zeszłam szybko na śniadanie, a tak, jak zwykle czekali na mnie Emily i Daniel.
- Hej, Katrin - przywitali mnie, jak tylko zeszłam na dół.
  Tak serio, to nie odpowiedziałam. Byłam strasznie wkurzona tą podłą Caroline. Jak można być takim wrednym? I to jeszcze ten sen...
  W szkole też nie iskrzyłam najlepszym humorem.
- Co się stało, Katrin? - zapytała mnie Natalia.
- Nic takiego - odpowiedziałam dość szybko.
- Jakoś nie jesteś dzisiaj szczęśliwa.
  Myślałam, że ten dzień będzie okropny, a przynajmniej tak się zapowiadało. Jednak wyszło inaczej, ten dzień był naprawdę piękny.      Starałyśmy się unikać Caroline, na tak długo jak to możliwe. Czasem, jak koło niej przechodziłyśmy, ona oczywiście rzucała swoje wyzwiska, ale do niczego poważnego dzisiaj nie doszło.
   Dzisiaj, bardzo się cieszyłam, bo było zaliczenie z biegów, a najlepsze osoby pojadą na zawody pod koniec września. Ja dobrze biegam, a słyszałam, że jakaś Amanda podobno również jest w tym dobra.   Postanowiłam z nią o tym porozmawiać:
- Hej - przywitałam się - Dzisiaj są te biegi, prawda?
- Tak, nie mogę się doczekać - odpowiedziała mile Amanda.
  Krótko byłyśmy w tej szkole, ale Amanda była - zaraz po Natalii - najbardziej zaufaną mi osobą. Znałam ją już nawet i lubiłam. Jednak potrzebowałyśmy naprawdę wiele czasu, żeby się zaprzyjaźnić. Bo to dopiero siódmy dzień.
- Ja też - powiedziałam do niej - Słyszałam, że dobrze ci to wychodzi.
- No... może - przyznała skromnie - w zeszłym roku byłam na zawodach, zajęłam szóste miejsce.
- O, to fajnie się złożyło, bo ja ósme. 
  Sięgnęłam pamięcią wstecz i przypomniałam sobie chwile z zawodów. A więc to była ta dziewczyna dwa miejsca przede mną?
- Pamiętam cię - przyznała w końcu.
- Ja ciebie też. W tym roku też jedziesz?
- Chyba tak, mam taką nadzieję.
  Przygotowywaliśmy się właśnie do zawodów, bo biegi miały być na następnej lekcji. Weszliśmy na boisko, tylko, że najpierw zaliczali chłopaki. Biegli, a my w tym czasie siedziałyśmy na ławce i czekałyśmy na naszą kolej. Nudziło nam się... właściwie bardzo.
- Jak myślisz? - zapytała się mnie Natalia - Kto dobiegnie pierwszy?
- Mnie to raczej nie interesuje...
- Ej, a może Ryan?
- Co?! - wybuchłam nagle. Dziwne, że przyjaciółka przypomniała mi znowu o Ryanie.
- No... Może Ryan być może ukończy pierwszy bieg?
- Aaaa... Myślę, że nie - odpowiedziałam zmieszana i szybko spojrzałam w drugą stronę - mnie bardziej interesuje nasz bieg.
  Po chwili rozległ się dzwonek pana od w-fu, który oznajmił, że teraz dziewczyny biegną. Rzeczywiście, pierwszy był Ryan.
  Ustawiłyśmy się na starcie, a ja wzięłam głęboki oddech i w sercu powtarzałam sobie "Dam z siebie wszystko... dam z siebie wszystko... muszę tylko naprawdę szybko biec"
Teraz, jak sobie o tym pomyślę, to w ogóle nie jest nic strasznego. Czemu się aż tak bałam? Wyprzedziłam o wiele inne dziewczyny i biegłam na samym przodzie z Amandą. Najpierw trochę wolniej niż ona, ale w drugiej połowie ostatniego okrążenia, prawie się z nią zrównałam. Biegłam i biegłam bardzo szybko.
  To ona jednak była pierwsza, ja druga. Między nami dosłownie była sekunda różnicy, a to był jeszcze bieg na 600 metrów! Ucieszyłam się z tego :)
Byłam naprawdę zadowolona z końcowego wyniku. Dlatego uradowana podeszłam do Amandy i wykrzyknęłam:
- Jedziemy na zawody!
  Przytuliłyśmy się jak dobre przyjaciółki i już byłyśmy szczęśliwe do końca dnia.
  Jednak czekała nas zła wiadomość - Caroline zajęła trzecie miejsce. To znaczyło, że jedzie z nami na zawody! Niestety...
  Ale postanowiłam się nią nie martwić ani nie przejmować. Poszłam do Natalii i zaczęłyśmy rozmawiać:
- Ale fajnie, że jedziesz na zawody - pogratulowała mi.
- Wiem... ale chciałabym jechać z tobą.
- Czwarte miejsce nie jest złe, ale szkoda, że ta wariatka mnie prześcignęła - dodała ze smutkiem i spojrzała na szalejącą ze złości i satysfakcji Caroline.
  Szkoda mi było mojej przyjaciółki. Ta wredna dziewczyna nie może jej dokuczać! Postanowiłam interweniować. Najpierw Natalia, później ja.
  Nic nie mówiłam do Natalii, poszłam tylko stanowczym krokiem w stronę Caroline. Gdy byłam coraz bliżej, słyszałam, jak przechwala się Ryan'owi, o tym, że zajęła trzecie miejsce i, że prześcignęła Natalię. Ryan się zdziwił na mój widok, za to Caroline się ucieszyła.
- Możesz przestać dokuczać mojej przyjaciółce? - powiedziałam do niej.
- A co ty też mnie uderzysz? Zapamiętaj sobie, że ty i ta twoja przyjaciółeczka jesteście skończone! - Caroline zaczęła znowu na mnie naskakiwać.
- Poważnie? A wiesz co? Radzę ci się samej nie pogrążać, bo to ty źle na tym wychodzisz, nie Natalia. W końcu każdy się zorientuje, jaka jesteś wredna.
  Starałam się mówić spokojnie, a ją zamurowało. Wróciłam do Natalii, szczęśliwa z tego, że obroniłam moją przyjaciółkę.

wtorek, 12 maja 2015

Part 4

  Poszłam do domu, a chwilę później wolałam sobie odpocząć i oderwać się myślami od Caroline.
   Ta sytuacja mnie pogrążała i to dla mnie nie było wcale śmieszne. Caroline naprawdę mogła już sobie darować "niszczenia nam życia".
   Poszłam więc do kawiarni, w której mogłam spokojnie zamówić lody i przestać myśleć o moich szkolnych problemach, jak i również ze spokojem nareszcie ochłonąć.
   Zamawiałam właśnie lody o truskawkowym smaku, aż nagle zobaczyłam niespodziewaną osobę. Odwróciłam się i ją ujrzałam – to był Ryan. Nie chciałam na niego patrzeć właściwie nie wiedząc czemu. Nic mi nie zrobił, ale tak szczerze, był chłopakiem Caroline, a dla mnie przyjaciele takich wrednych osób prawie zawsze są tacy sami.
   Jednak miałam naprawdę szczęście, że to nie Caroline.
- O... hej – przywitał się ze mną – Katrin, tak?
- Wiesz, co? Spieszę się... - odpowiedziałam nie pewnie i chciałam pójść do stolika, zamiast z nim rozmawiać.
- Ej... Czekaj.
- Co? - nie byłam tym zachwycona, że próbował mnie zatrzymać.
- Ja cię naprawdę przepraszam za Caroline...
- Przeproś Natalię. Zaraz. Niech ONA ją przeprosi.
- Katrin... naprawdę przepraszam...
   Nie odpowiedziałam już, poszłam do stolika i wolałam w samotności zjeść lody. Przewracałam kartki menu, próbując rozpaczliwie znaleźć coś, co mogłabym jeszcze zamówić. Wolałam się oderwać od problemu z Caroline, a było to trudne, ponieważ cały czas czułam na sobie spojrzenia Ryan'a.
   Nie wiedziałam już, czemu się skupiam na menu i udaję, że go nie widzę i nie znam. Odwróciłam głowę i wtedy spostrzegłam, że się uśmiechnął.      Nagle ja również uśmiechnęłam się do niego i wtedy zapomniałam o całym świecie i byłam tak jakby w innym świecie. To było dla mnie zaskakująco dziwne uczucie.
   Ryan nadal się uśmiechał, ale w końcu stał i wyszedł nadal uśmiechnięty do mnie.
   Kiedy drzwi się zamknęły, trochę mnie zaskoczyła ta sytuacja. Co ja robię?!
   Starałam się znów myśleć o lodach i kawiarni, lecz nadal mi to się nie udawało. W końcu dałam za wygraną i zadzwoniłam do Natalii, mając nadzieję, że pogadamy razem i zapomnimy o problemie z Caroline.
   Natalia również tak jak ja, bardzo chciała spędzić ze mną czas. Powiedziała, że będzie dosłownie za pięć minut. 
 
   Natalia przebiegła zaraz, jak ją wezwałam. Zawsze chciała się ze mną spotkać i o każdej porze, w końcu była moją najlepszą przyjaciółką.
- Hej, Katrin, co tam? - zapytała szybko siadając za stolikiem.
- Super, właśnie zamówiłam lody - powiedziałam, podając jej srebrny pucharek.
   Rozmawiałyśmy, jak to od lat najlepsze przyjaciółki na temat szkoły, przyjaciół, lekcji i wszystkiego, co popadnie.
   Niestety, po dzisiejszym zajściu, nasza rozmowa musiała w pewnej chwili paść na Caroline.
- Wiesz, co? Ja się boję jutro iść do szkoły... - mówiła zrezygnowana Natalia.
- Dlaczego? - spytałam zaskoczona.
- Jak ona znowu będzie do nas zaczynać?
- Nie martw się, przecież ty się nie masz co bać, w końcu dzisiaj ją walnęłaś.
   Pocieszyłam przyjaciółkę, chociaż fakt, że ją uderzyła, niezbyt mi się podobał. Ale musiałam ją jakoś pocieszyć, a to było najlepszym dowodem na to, że Caroline jej nic nie zrobi. Oczywiście w głębi serca wiedziałam, że jej bardziej chodzi o przemoc psychiczną i to było jasne, że Caroline jest wredna. No, ale Natalia nie musiała dzisiaj aż tak na to reagować...
- Ej, a co myślisz o Ryanie? - zapytała mnie nagle, a ja prawie udławiłam się lodami.
- A co mam myśleć? - odpowiedziałam trochę dziwnym tonem i ze zdradzającym wyrazem twarzy.
- Lubisz go?
   Następne pytanie mnie jeszcze bardziej zdołowało. Miałam się wykrzywić i mówić, że nie. Ale jakoś tak nagle nasunęła mi się krótka i prosta, zwyczajna odpowiedź:
- Może.
- A myślisz, że nadaje się do Caroline? - Natalia zadawała mi coraz dziwniejsze pytania.
- Eee... - zawahałam się speszona - no chyba nie...
- Oni w ogóle do siebie nie pasują. On jest taki miły...
To było dziwne. Pobyt w kawiarni właściwie za bardzo nawiązywał do Ryan'a
   Musiałam teraz na serio już odpocząć. Poszłam do domu, umyłam się, zjadłam kolację i poszłam spać. Chciałam zapomnieć choć przez chwilę o dziwnych zdarzeniach w szkole, dziwnych przypadkach, pytaniach i... uśmiechu.
Jednak to nie było takie łatwe...

   W nocy śniło mi się coś pięknego.
   Szłam chodnikiem, obok szkoły i pamiętam, że czegoś bardzo chciałam. Chodziło mi o spotkanie się z chłopakiem, bo jakoś mi czegoś brakowało. Chciałam wtedy znaleźć kogoś kto mógłby się mną zająć i opiekować.
Wtedy nadjechał jakiś książę, na białym rumaku. Podszedł do mnie, najpierw mnie przytulił do siebie, potem podniósł mnie na ręce i zaczął się ze mną na rękach kręcić dookoła, zaczynając tańczyć. Z każdym kołem, mieniło się koło nas coraz więcej magicznych iskierek, aż w końcu moje ubranie zmieniło się w piękną, różową sukienkę. Wylądowaliśmy w pięknej krainie, gdzie w czasie dnia jest cały czas tęcza, a w nocy gwiazdy lśnią swoją srebrną poświatą. Podał mi rękę i tańczyłam razem z nim. Na koniec, sypały się koło nas kwiaty, zaczęliśmy się do siebie uśmiechać i na siebie patrzeć, a potem on wyczarował skądś koronę, włożył mi na głowę i mianował mnie swoją księżniczką. Potem się schylił i mnie pocałował...

poniedziałek, 11 maja 2015

Part 3

  W domu przeraziłam się i to nie na żarty. Kiedy weszłam do niego zaczęłam krzyczeć, bo nasza nowa kuchenka została spalona! Na pewno to Emily i Daniel! Co ja teraz zrobię?Z
Doszło do mnie, że niepotrzebnie zostawiałam ich samych, mogłam zadzwonić po Chrisa... Ale przecież to były tylko dwie godziny.
- Emily! - zaczęłam ich wołać po całym mieszkaniu – Daniel!
   Nikt nie odpowiadał.
   Przeszukałam całe mieszkanie, ale nigdzie nikogo nie znalazłam. Nie wiedziałam, co zrobić, usiadłam w kącie i zaczęłam płakać.
   Dopiero po jakichś pięciu minutach wpadł mi do głowy pomysł, że trzeba jakoś działać. Wzięłam telefon, zadzwoniłam do Natalii i opowiedziałam jej całą historię.
- Natalia! Przyjedź tu szybko, dzieci nie ma! Cały dom jest w ruinach! - krzyczałam do słuchawki.
- Co?! Zaraz tam będę, dosłownie za chwilę... już biegnę! - odpowiedziała szybko, bez zastanowienia Natalia.
Mieszkała na końcu ulicy, ale już za chwilę była w moim domu.
- Katrin! - zawołała z holu i o mało co by się nie przewróciła – Co się stało?! Jak się to stało?!
- Musimy lecieć ich poszukać – powiedziałam zdecydowanie, kiedy Natalia zakryła dłonią usta, bo zobaczyła właśnie spaloną kuchenkę.
Złapałam przyjaciółkę za rękę i razem szybko wybiegłyśmy z domu.

   Jednak najpierw nie mogłyśmy ich znaleźć. Na podwórku ich nie było, w okolicach bloku...
   Aż wreszcie mojej przyjaciółce przyszedł do głowy genialny pomysł – mogli za nami iść, kiedy kuchenka zaczęła się palić.
   Przecież w razie niebezpieczeństwa zaczęli by mnie szukać.
   Sprawdzałyśmy wszystkie miejsca, w których byłyśmy, aż doszłyśmy do cukierni. Okazało się, że Emily i Daniel siedzieli w cukierni i opychali się pączkami. Bardzo, ale to naprawdę mi ulżyło.
- Emily, Daniel! - zaczęłam krzyczeć – Tak się martwiłam...
- Katrin, ale ta kuchnia spłonęła, to co mieliśmy robić? - wytłumaczyła się Emily – pozostawało nam tylko uciekać.
- To moja wina – mówił Daniel – To ja chciałem zrobić te tosty i Emily je zrobiła, i stało się.
- Ale teraz chodźmy do domu posprzątać, co nie, Natalia?
   Moja przyjaciółka pokiwała głową i wyszłyśmy z cukierni. Przed wejściem podziękowałam jednak sprzedawczyni, na co ona się naprawdę na mnie dziwnie popatrzyła. Już chyba na serio myśli, że jestem wariatką.

   W domu czekały nas oczywiści porządki z Natalią. Jednak muszę przyznać, że to nie jest najważniejsze. Dobrze, że dzieci się znalazły, nigdy w życiu jeszcze nie cieszyłam się tak na widok pączków. Oczywiście wtedy, gdy dowiedziałam się, że moje rodzeństwo jest właśnie w cukierni. Wtedy mi ulżyło i spadł ze mnie cały stres.
   Kuchenka jednak była naprawdę spalona. Dzieci się bawiły, a my musiałyśmy to wszystko umyć. Wzięłyśmy wodę i wszystkie środki czystości do kuchni i zaczęła się bitwa na pianę.
- Natalia! - krzyczałam śmiejąc się – nie rzucaj we mnie tą pianą!
- To ty zaczęłaś – mówiła przyjaciółka i z tej całej przepychanki, ze śmiechem upadła na podłogę.
   Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
- To na pewno rodzice. Zaraz otworzę – powiedziałam i znikłam za rogiem kuchni.
- O, cześć córeczko – rozległ się głos z holu – Dziękuję ci, na pewno posprzątałaś w całym domu!
   Moja mam była zachwycona, gdy zobaczyła mnie w fartuchu i z pianą na  nim. Zupełnie nie wiedziała, co się właściwie tutaj stało. I dobrze.
   Weszła wraz z tatą i ze mną do salonu. Jednak leżała tam nadal przewrócona Natalia.
- A kto to? - zapytała ze zdziwieniem, ale uprzejmie mama.
- To moja przyjaciółka, Natalia – przedstawiłam ją szybko.
   Moja BFF wstała i podała rękę moim rodzicom. Jednak najwidoczniej nie chciała, aby moi rodzice poznali ją w takim stanie. Na pewno zapamiętamy na długo ten przypał.
- Dziękuję wam, że wyczyściłyście naszą kuchenkę. Od dawna nie była czyszczona – odrzekł mój tata.
   Na szczęście moi rodzice nic nie uświadomili sobie ai nawet im nie przyszło do głowy, że tak naprawdę kuchenka mogła być zwyczajnie spalona.

   Przez następne dni pisałyśmy z Natalią na fb i mamy już powoli trochę wiadomości. Aż nadszedł poniedziałek, w którym wszystko się zmieniło.

   Poszliśmy do szkoły, jak zwykle. Usiadłam znowu z Natalią.

   Świeciło słońce, za oknami nadal był wczesny wrzesień. Tylko że na pierwszych lekcjach coś nagle wybuchło. Druga lekcja szóstego dnia w gimnazjum i coś takiego?! To było wręcz niemożliwe. Przecież ona nawet nie znała dobrze tej Caroline, a co właśnie ta Caroline jest naprawdę okropną blondynką...
  Zaczęło się to od zwykłego komentarza...

  Była lekcja. Druga lekcja. Mieliśmy biologię, drugą lekcję biologii właściwie w całym naszym życiu, ponieważ w podstawówce nie mieliśmy tego przedmiotu. Wydawało się, że jakoś dzisiejszy dzień będzie spokojny. Była naprawdę ładna pogoda, nie zanosiło się na kłótnie.
  Siedzieliśmy w klasie, a ja, jak zwykle siedziałam w ostatniej ławce w środkowym rzędzie z Natalią.
  Patrzyłyśmy do książek, a wtedy pani wyszła z klasy dosłownie na chwilę.

  Wtedy nasza Caroline odeszła od swojej ławki i usiadła na ławce Ryan śmiejąc się ze swoimi przyjaciółkami. Najpierw w ogóle nas nie interesowało o czym rozmawiają, tak samo jak większość klasy. W końcu wszyscy usłyszeli wiele razy w zdaniach imię ;Katrina, a potem ich sztuczny, satysfakcyjny śmiech.
  Nagle usłyszałam bardzo wyraźnie:
- Ryan, popatrz na Katrinę, siedzi z tą równie brzydką Natalią, ciekawie czy będą mieć życie w tej szkole... Tak ich mi szkoda... - ten głos należał do wrednej blondynki.
  Nie chciałam zwracać na to uwagi, lecz widać było, że Natalię to zdenerwowało.
- Patrz, jak ona się o nas wyraża. Ta szkoła nie jest jej! - powiedział oburzona.
- A właśnie, że jest moja, bo jestem najfajniejsza! - Caroline usłyszała wyraźnie wypowiedź Natalii.
- Natalia, nie zwracaj na nią uwagi... - próbowałam uspokoić przyjaciółkę. Niestety, ta była już w połowie drogi do ławki Ryan'a.
- Może byś się tak łaskawie zamknęła, co?! - krzyczała Natalia na całą klasę.
- Hahah - Caroline śmiała się najgłośniej jak potrafiła - Chciałabyś!
  W tej chwili po prostu cała klasa była w szoku. Natalia zamachnęła się i z całej siły uderzyła Caroline w policzek. Rozległ się huk i wszyscy spojrzeliśmy przede wszystkim na jej przyjaciół. Dziewczyny mówiły, że nie ma życia w szkole i, że strasznie przesadziła, a Ryan próbował usilnie uspokoić swoją dziewczynę. Caroline zaczęła płakać, ale widać było, że nie chce nawet spróbować się uspokoić.
  Pani nagle weszła do klasy, lecz Caroline minęła panią i właśnie z niej wybiegła. Zaczęła pytać, co się tu działo, ale Natalia już usiadła na swoim miejscu.
  Moim zdaniem, Caroline przegięła. Może nie powinna odrazu ją bić, ale to i tak wszystko wina tej blondynki.
  Wszyscy mówili pani o jakimś pobiciu, ale nie chciała im wierzyć. Natalia wcale nie wyglądała jakby miała zamiar kogoś pobić.
  Właśnie wtedy zabrzmiał dzwonek i wyszliśmy na przerwę.
  Nie mogłam przez chwilę znaleźć Natalii, a pierwszą osobą, którą zobaczyłam była właśnie Caroline.
  Wyszła już z łazienki i z wściekłością w oczach, podeszła do mnie i zaczęła znowu mnie obrażać.
- Ty mała, wredna...! - wybuchła wściekła, jednak ja w porę jej przerwałam.
- Caroline... Daruj sobie - powiedziałam miejąc jej serdecznie dość.
- Jesteś skończona! SKOŃCZONA! Rozumiesz?!
- To nie moja wina. Sama zaczęłaś nas obrażać. Wiem, że Natalię poniosło, ale...
- Ale co?! Zobaczysz! Jeszcze mnie popamiętasz!
  Machnęła swoimi włosami prosto w moją twarz i odeszła. Nareszcie sobie poszła, bo miałam jej dość. Jak można być takim wrednym? Poznałam ją SZEŚĆ DNI temu...
  A ona już na mnie naskakuje.

  Chwilę później poszłam poszukać Natalii. Znalazłam ją i pozostałe lekcje upłynęły na tym, że Caroline posyłała nam złowrogie spojrzenia, a Natalia bez przerwy narzekała na jej okropne zachowanie.
  Potem trzeba było wrócić jak zwykle do domu. Szłam chodnikiem, jak zwykle rozmyślając o nowej szkole. Skoro Caroline już jest taka, to co czeka nas później? Nie mogłam w ogóle dojść do wniosku, który by ją usprawiedliwiał...

Part 2

   Dni mijały i mijały...
   A moja przyjaźń z Natalią coraz bardziej rozkwitała. Był nadal początek września, lecz wiedziałam już o niej podstawowe rzeczy. Już zaczynałyśmy swobodnie rozmawiać. Razem wychodziłyśmy na szkolne podwórko i rozmawiałyśmy pod drzewami, w naszym miejscu.
Już dobrze znałajm moją klasę. Teraz wiem jak każdy ma na imię i mogę już stwierdzić kto z kim się przyjaźni, a nawet z kim chodzi. Caroline najprawdopodobniej umawia się z Ryan'em. Chłopak jest bardzo ładny, lubię go bardzo. Ale gdybym już miała mówić szczerze, to szkoda, że jest z tą Caroline. Najpierw wydawała mi się ona miła, była cicha i spokojna, ale ostatnio zmieniła się w jakoś blond szaloną osobę. Zastanawiałam się czy będą z nią jakieś problemy... ale chyba nie. Nie myślę, aby coś miała do mnie. Jak już to na pewno do kogo innego.

   Pewnego dnia, jak codzień, na razie dopiero piąty z kolei raz, usiadłam z Natalią na trawie, aby pogadać w czasie przerwy.
- I jak nowa klasa ci się podoba? - zapytałam ją z ciekawością.
Chciałam wiedzieć co o tych zmianach myślą inni ludzie.
- Dobrze. Ta nowa klasa jest lepsza od poprzedniej. Ludzie są milsi, prawie wszyscy nadają się na przyjaciół.
- No racja, chociaż ja zwykle nie lubię zmian...
- Oprócz tej blondynki Caroline – dodała nagle Natalia i wskazała na blondynkę, która śmiała się na dworze z Ryan'em i swoją najlepszą przyjaciółką Vanessą.
- Caroline? Może jest trochę dziwna, ale myślę, że nie jest aż tak żle.
- Nie widzisz, jak ona podchodzi do tego swojego chłopaka? Cały czas się nim chwali...
- W sumie szkoda mi go trochę...
   Patrzyłam się tak na nich przez dłuższy czas, aż zdałam sobie sprawę, że Caroline mnie zauważyła. Spojrzała na mnie dziwnie, aż nagle podeszła do nas z wściekłością na twarzy.
- Możesz mi powiedzieć, czemu się na mnie w kółko patrzysz?! - wybuchnęła nagle.
- C-co? - zapytałam się jej zdziwiona jej reakcją.
- Myślisz, że nie widzę, jak patrzysz się na Ryan'a? Och, nic z tego to mój chłopak! - wykrzyknęła i uśmiechnęła się do mnie z satysfakcją.
- Ty myślisz, że on podoba się Katrin?! - stanęła w mojej obronie Natalia – Lepiej zabierz się stąd i nie marudź!
- Ryan, kochanie, jak mi zimno, pożysz mi bluzę! - wykrzyknęła uparta blondynka.
- To może byś nie ubierała tej różowej bluzki na szelkach! Wyglądasz w niej okropnie!
   Chyba każdy wie, że wszystkie dziewczyny, które kochają ubrania, nienawidzą, jak ktoś je przezywa, że okropnie wyglądają.
- Co ty powiedziałaś?! - Caroline wróciła do naszego miejsca.
Natalia i Caroline wyglądały, jakby za chwilę miały się pobić. Na szczęście w porę je rozdzieliłam, a blondynka wróciła do swojego chłopaka.
Co to w ogóle była za akcja?!
- Zdaje się, że będziemy mieć z nią problemy... - powiedziałam ze strachem.

   W domu długo myślałam nad tym, czy Caroline się od nas odczepi. Właśnie czytałam książkę, którą mieliśmy przeczytać jako szkolną lekturę, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Odłożyłam więc książkę i podeszła, a w drzwiach stała Natalia.
- Hej, Katrin – przywitała się ze mną – Idziemy do kina?
- Świetny pomysł! Okej! - zawołałam – Poczekaj, tylko pójdę po torebkę.
   Z biegiem rzuciłam się na górę, do swojego pokoju. W ciągu pięciu sekund już byłam na dole i stałam obok Natalii.
- Idziemy – oznajmiłam i już miałam zamknąć drzwi na klucz.
   Stanęłam w progu i krzyknęłam do mojego młodszego rodzeństwa – Emily, Daniel nie zostawcie chociaż domu z dymem!
   Moje rodzeństwo odpowiedziało chórem, że będzie na siebie uważać. Nie raz wychodziłam z domu zostawiając ich samych, więc ten raz również nie robił na mnie ani na nich żadnego wrażenia.
   Jednak wtedy jeszcze nie wiedziałam jak się to skończy...
   Skupiłam się na przyjaciółce, z którą właśnie wychodziłam po raz pierwszy. Uzgodniłyśmy, że raczej będziemy już bliższymi przyjaciółkami.
   Pogoda dzisiaj się zmieniła, była inna niż rano. Teraz ja i Natalia szłyśmy w sweterkach i do tego w jakichś letnich kurtkach ze skóry, a Natalii z lekkiego materiału. Dzisiaj z rana Caroline chodziła za to w bluzce na szelkach.
- Ale dzisiaj zimno – powiedziała Natalia.
- Już idzie jesień – odpowiedziałam ze smutkiem – A ty wolisz zimę czy lato?
- Lato – odpowiedziała pewnie Natalia nawet się nie zastanawiając – Można wtedy jeździć na rolkach, świeci słońce... Nie mogę już się doczekać jak w lato obie będziemy jeździć na rowerach.
   Ja i Natalia zaczęłyśmy potem sobie żartować i śmiać się, a tylko najlepsze przyjaciółki mogły się śmiać ze wszystkiego. Naprawdę to było fajne popołudnie. W kinie obejrzałyśmy miłosny film dla nastolatek, a przed salą, gdzie oglądano film, Natalia się przewróciła i ja musiałam ją podnosić. Było naprawdę zabawnie.
   Potem wstąpiłyśmy do cukierni i chyba wykupiłyśmy cały sklep. Ludzie patrzyli się na nas jak na jakieś dwie wariatki, co naprawdę już nas nic nie obchodziło. Natalia jest naprawdę fajna, cieszę się, że poznałam kogoś takiego jak ja.
   Kiedy trzeba było już się pożegnać, od razu za nią zatęskniłam.
   Lecz to, co zobaczyłam w domu, przeszyło wszystkie moje oczekiwania...