poniedziałek, 11 maja 2015

Part 3

  W domu przeraziłam się i to nie na żarty. Kiedy weszłam do niego zaczęłam krzyczeć, bo nasza nowa kuchenka została spalona! Na pewno to Emily i Daniel! Co ja teraz zrobię?Z
Doszło do mnie, że niepotrzebnie zostawiałam ich samych, mogłam zadzwonić po Chrisa... Ale przecież to były tylko dwie godziny.
- Emily! - zaczęłam ich wołać po całym mieszkaniu – Daniel!
   Nikt nie odpowiadał.
   Przeszukałam całe mieszkanie, ale nigdzie nikogo nie znalazłam. Nie wiedziałam, co zrobić, usiadłam w kącie i zaczęłam płakać.
   Dopiero po jakichś pięciu minutach wpadł mi do głowy pomysł, że trzeba jakoś działać. Wzięłam telefon, zadzwoniłam do Natalii i opowiedziałam jej całą historię.
- Natalia! Przyjedź tu szybko, dzieci nie ma! Cały dom jest w ruinach! - krzyczałam do słuchawki.
- Co?! Zaraz tam będę, dosłownie za chwilę... już biegnę! - odpowiedziała szybko, bez zastanowienia Natalia.
Mieszkała na końcu ulicy, ale już za chwilę była w moim domu.
- Katrin! - zawołała z holu i o mało co by się nie przewróciła – Co się stało?! Jak się to stało?!
- Musimy lecieć ich poszukać – powiedziałam zdecydowanie, kiedy Natalia zakryła dłonią usta, bo zobaczyła właśnie spaloną kuchenkę.
Złapałam przyjaciółkę za rękę i razem szybko wybiegłyśmy z domu.

   Jednak najpierw nie mogłyśmy ich znaleźć. Na podwórku ich nie było, w okolicach bloku...
   Aż wreszcie mojej przyjaciółce przyszedł do głowy genialny pomysł – mogli za nami iść, kiedy kuchenka zaczęła się palić.
   Przecież w razie niebezpieczeństwa zaczęli by mnie szukać.
   Sprawdzałyśmy wszystkie miejsca, w których byłyśmy, aż doszłyśmy do cukierni. Okazało się, że Emily i Daniel siedzieli w cukierni i opychali się pączkami. Bardzo, ale to naprawdę mi ulżyło.
- Emily, Daniel! - zaczęłam krzyczeć – Tak się martwiłam...
- Katrin, ale ta kuchnia spłonęła, to co mieliśmy robić? - wytłumaczyła się Emily – pozostawało nam tylko uciekać.
- To moja wina – mówił Daniel – To ja chciałem zrobić te tosty i Emily je zrobiła, i stało się.
- Ale teraz chodźmy do domu posprzątać, co nie, Natalia?
   Moja przyjaciółka pokiwała głową i wyszłyśmy z cukierni. Przed wejściem podziękowałam jednak sprzedawczyni, na co ona się naprawdę na mnie dziwnie popatrzyła. Już chyba na serio myśli, że jestem wariatką.

   W domu czekały nas oczywiści porządki z Natalią. Jednak muszę przyznać, że to nie jest najważniejsze. Dobrze, że dzieci się znalazły, nigdy w życiu jeszcze nie cieszyłam się tak na widok pączków. Oczywiście wtedy, gdy dowiedziałam się, że moje rodzeństwo jest właśnie w cukierni. Wtedy mi ulżyło i spadł ze mnie cały stres.
   Kuchenka jednak była naprawdę spalona. Dzieci się bawiły, a my musiałyśmy to wszystko umyć. Wzięłyśmy wodę i wszystkie środki czystości do kuchni i zaczęła się bitwa na pianę.
- Natalia! - krzyczałam śmiejąc się – nie rzucaj we mnie tą pianą!
- To ty zaczęłaś – mówiła przyjaciółka i z tej całej przepychanki, ze śmiechem upadła na podłogę.
   Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
- To na pewno rodzice. Zaraz otworzę – powiedziałam i znikłam za rogiem kuchni.
- O, cześć córeczko – rozległ się głos z holu – Dziękuję ci, na pewno posprzątałaś w całym domu!
   Moja mam była zachwycona, gdy zobaczyła mnie w fartuchu i z pianą na  nim. Zupełnie nie wiedziała, co się właściwie tutaj stało. I dobrze.
   Weszła wraz z tatą i ze mną do salonu. Jednak leżała tam nadal przewrócona Natalia.
- A kto to? - zapytała ze zdziwieniem, ale uprzejmie mama.
- To moja przyjaciółka, Natalia – przedstawiłam ją szybko.
   Moja BFF wstała i podała rękę moim rodzicom. Jednak najwidoczniej nie chciała, aby moi rodzice poznali ją w takim stanie. Na pewno zapamiętamy na długo ten przypał.
- Dziękuję wam, że wyczyściłyście naszą kuchenkę. Od dawna nie była czyszczona – odrzekł mój tata.
   Na szczęście moi rodzice nic nie uświadomili sobie ai nawet im nie przyszło do głowy, że tak naprawdę kuchenka mogła być zwyczajnie spalona.

   Przez następne dni pisałyśmy z Natalią na fb i mamy już powoli trochę wiadomości. Aż nadszedł poniedziałek, w którym wszystko się zmieniło.

   Poszliśmy do szkoły, jak zwykle. Usiadłam znowu z Natalią.

   Świeciło słońce, za oknami nadal był wczesny wrzesień. Tylko że na pierwszych lekcjach coś nagle wybuchło. Druga lekcja szóstego dnia w gimnazjum i coś takiego?! To było wręcz niemożliwe. Przecież ona nawet nie znała dobrze tej Caroline, a co właśnie ta Caroline jest naprawdę okropną blondynką...
  Zaczęło się to od zwykłego komentarza...

  Była lekcja. Druga lekcja. Mieliśmy biologię, drugą lekcję biologii właściwie w całym naszym życiu, ponieważ w podstawówce nie mieliśmy tego przedmiotu. Wydawało się, że jakoś dzisiejszy dzień będzie spokojny. Była naprawdę ładna pogoda, nie zanosiło się na kłótnie.
  Siedzieliśmy w klasie, a ja, jak zwykle siedziałam w ostatniej ławce w środkowym rzędzie z Natalią.
  Patrzyłyśmy do książek, a wtedy pani wyszła z klasy dosłownie na chwilę.

  Wtedy nasza Caroline odeszła od swojej ławki i usiadła na ławce Ryan śmiejąc się ze swoimi przyjaciółkami. Najpierw w ogóle nas nie interesowało o czym rozmawiają, tak samo jak większość klasy. W końcu wszyscy usłyszeli wiele razy w zdaniach imię ;Katrina, a potem ich sztuczny, satysfakcyjny śmiech.
  Nagle usłyszałam bardzo wyraźnie:
- Ryan, popatrz na Katrinę, siedzi z tą równie brzydką Natalią, ciekawie czy będą mieć życie w tej szkole... Tak ich mi szkoda... - ten głos należał do wrednej blondynki.
  Nie chciałam zwracać na to uwagi, lecz widać było, że Natalię to zdenerwowało.
- Patrz, jak ona się o nas wyraża. Ta szkoła nie jest jej! - powiedział oburzona.
- A właśnie, że jest moja, bo jestem najfajniejsza! - Caroline usłyszała wyraźnie wypowiedź Natalii.
- Natalia, nie zwracaj na nią uwagi... - próbowałam uspokoić przyjaciółkę. Niestety, ta była już w połowie drogi do ławki Ryan'a.
- Może byś się tak łaskawie zamknęła, co?! - krzyczała Natalia na całą klasę.
- Hahah - Caroline śmiała się najgłośniej jak potrafiła - Chciałabyś!
  W tej chwili po prostu cała klasa była w szoku. Natalia zamachnęła się i z całej siły uderzyła Caroline w policzek. Rozległ się huk i wszyscy spojrzeliśmy przede wszystkim na jej przyjaciół. Dziewczyny mówiły, że nie ma życia w szkole i, że strasznie przesadziła, a Ryan próbował usilnie uspokoić swoją dziewczynę. Caroline zaczęła płakać, ale widać było, że nie chce nawet spróbować się uspokoić.
  Pani nagle weszła do klasy, lecz Caroline minęła panią i właśnie z niej wybiegła. Zaczęła pytać, co się tu działo, ale Natalia już usiadła na swoim miejscu.
  Moim zdaniem, Caroline przegięła. Może nie powinna odrazu ją bić, ale to i tak wszystko wina tej blondynki.
  Wszyscy mówili pani o jakimś pobiciu, ale nie chciała im wierzyć. Natalia wcale nie wyglądała jakby miała zamiar kogoś pobić.
  Właśnie wtedy zabrzmiał dzwonek i wyszliśmy na przerwę.
  Nie mogłam przez chwilę znaleźć Natalii, a pierwszą osobą, którą zobaczyłam była właśnie Caroline.
  Wyszła już z łazienki i z wściekłością w oczach, podeszła do mnie i zaczęła znowu mnie obrażać.
- Ty mała, wredna...! - wybuchła wściekła, jednak ja w porę jej przerwałam.
- Caroline... Daruj sobie - powiedziałam miejąc jej serdecznie dość.
- Jesteś skończona! SKOŃCZONA! Rozumiesz?!
- To nie moja wina. Sama zaczęłaś nas obrażać. Wiem, że Natalię poniosło, ale...
- Ale co?! Zobaczysz! Jeszcze mnie popamiętasz!
  Machnęła swoimi włosami prosto w moją twarz i odeszła. Nareszcie sobie poszła, bo miałam jej dość. Jak można być takim wrednym? Poznałam ją SZEŚĆ DNI temu...
  A ona już na mnie naskakuje.

  Chwilę później poszłam poszukać Natalii. Znalazłam ją i pozostałe lekcje upłynęły na tym, że Caroline posyłała nam złowrogie spojrzenia, a Natalia bez przerwy narzekała na jej okropne zachowanie.
  Potem trzeba było wrócić jak zwykle do domu. Szłam chodnikiem, jak zwykle rozmyślając o nowej szkole. Skoro Caroline już jest taka, to co czeka nas później? Nie mogłam w ogóle dojść do wniosku, który by ją usprawiedliwiał...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz