W
domu przeraziłam się i to nie na żarty. Kiedy weszłam do niego
zaczęłam krzyczeć, bo nasza nowa kuchenka została spalona! Na
pewno to Emily i Daniel! Co ja teraz zrobię?Z
Doszło
do mnie, że niepotrzebnie zostawiałam ich samych, mogłam zadzwonić
po Chrisa... Ale przecież to były tylko dwie godziny.
-
Emily! - zaczęłam ich wołać po całym mieszkaniu – Daniel!
Nikt
nie odpowiadał.
Przeszukałam
całe mieszkanie, ale nigdzie nikogo nie znalazłam. Nie wiedziałam,
co zrobić, usiadłam w kącie i zaczęłam płakać.
Dopiero
po jakichś pięciu minutach wpadł mi do głowy pomysł, że trzeba
jakoś działać. Wzięłam telefon, zadzwoniłam do Natalii i
opowiedziałam jej całą historię.
-
Natalia! Przyjedź tu szybko, dzieci nie ma! Cały dom jest w
ruinach! - krzyczałam do słuchawki.
-
Co?! Zaraz tam będę, dosłownie za chwilę... już biegnę! -
odpowiedziała szybko, bez zastanowienia Natalia.
Mieszkała
na końcu ulicy, ale już za chwilę była w moim domu.
-
Katrin! - zawołała z holu i o mało co by się nie przewróciła –
Co się stało?! Jak się to stało?!
-
Musimy lecieć ich poszukać – powiedziałam zdecydowanie, kiedy
Natalia zakryła dłonią usta, bo zobaczyła właśnie spaloną
kuchenkę.
Złapałam
przyjaciółkę za rękę i razem szybko wybiegłyśmy z domu.
Jednak
najpierw nie mogłyśmy ich znaleźć. Na podwórku ich nie było, w
okolicach bloku...
Aż
wreszcie mojej przyjaciółce przyszedł do głowy genialny pomysł –
mogli za nami iść, kiedy kuchenka zaczęła się palić.
Przecież
w razie niebezpieczeństwa zaczęli by mnie szukać.
Sprawdzałyśmy
wszystkie miejsca, w których byłyśmy, aż doszłyśmy do cukierni.
Okazało się, że Emily i Daniel siedzieli w cukierni i opychali się
pączkami. Bardzo, ale to naprawdę mi ulżyło.
-
Emily, Daniel! - zaczęłam krzyczeć – Tak się martwiłam...
-
Katrin, ale ta kuchnia spłonęła, to co mieliśmy robić? -
wytłumaczyła się Emily – pozostawało nam tylko uciekać.
-
To moja wina – mówił Daniel – To ja chciałem zrobić te tosty
i Emily je zrobiła, i stało się.
-
Ale teraz chodźmy do domu posprzątać, co nie, Natalia?
Moja
przyjaciółka pokiwała głową i wyszłyśmy z cukierni. Przed
wejściem podziękowałam jednak sprzedawczyni, na co ona się
naprawdę na mnie dziwnie popatrzyła. Już chyba na serio myśli, że
jestem wariatką.
W
domu czekały nas oczywiści porządki z Natalią. Jednak muszę
przyznać, że to nie jest najważniejsze. Dobrze, że dzieci się
znalazły, nigdy w życiu jeszcze nie cieszyłam się tak na widok
pączków. Oczywiście wtedy, gdy dowiedziałam się, że moje
rodzeństwo jest właśnie w cukierni. Wtedy mi ulżyło i spadł ze
mnie cały stres.
Kuchenka
jednak była naprawdę spalona. Dzieci się bawiły, a my musiałyśmy
to wszystko umyć. Wzięłyśmy wodę i wszystkie środki czystości
do kuchni i zaczęła się bitwa na pianę.
-
Natalia! - krzyczałam śmiejąc się – nie rzucaj we mnie tą
pianą!
-
To ty zaczęłaś – mówiła przyjaciółka i z tej całej
przepychanki, ze śmiechem upadła na podłogę.
Nagle
rozległ się dzwonek do drzwi.
-
To na pewno rodzice. Zaraz otworzę – powiedziałam i znikłam za
rogiem kuchni.
-
O, cześć córeczko – rozległ się głos z holu – Dziękuję
ci, na pewno posprzątałaś w całym domu!
Moja
mam była zachwycona, gdy zobaczyła mnie w fartuchu i z pianą na
nim. Zupełnie nie wiedziała, co się właściwie tutaj stało. I
dobrze.
Weszła
wraz z tatą i ze mną do salonu. Jednak leżała tam nadal
przewrócona Natalia.
-
A kto to? - zapytała ze zdziwieniem, ale uprzejmie mama.
-
To moja przyjaciółka, Natalia – przedstawiłam ją szybko.
Moja
BFF wstała i podała rękę moim rodzicom. Jednak najwidoczniej nie
chciała, aby moi rodzice poznali ją w takim stanie. Na pewno
zapamiętamy na długo ten przypał.
-
Dziękuję wam, że wyczyściłyście naszą kuchenkę. Od dawna nie
była czyszczona – odrzekł mój tata.
Na
szczęście moi rodzice nic nie uświadomili sobie ai nawet im nie
przyszło do głowy, że tak naprawdę kuchenka mogła być
zwyczajnie spalona.
Przez
następne dni pisałyśmy z Natalią na fb i mamy już powoli trochę
wiadomości. Aż nadszedł poniedziałek, w którym wszystko się
zmieniło.
Poszliśmy
do szkoły, jak zwykle. Usiadłam znowu z Natalią.
Świeciło
słońce, za oknami nadal był wczesny wrzesień. Tylko że na
pierwszych lekcjach coś nagle wybuchło. Druga lekcja szóstego dnia
w gimnazjum i coś takiego?! To było wręcz niemożliwe. Przecież
ona nawet nie znała dobrze tej Caroline, a co właśnie ta Caroline
jest naprawdę okropną blondynką...
Zaczęło
się to od zwykłego komentarza...
Była
lekcja. Druga lekcja. Mieliśmy biologię, drugą lekcję biologii
właściwie w całym naszym życiu, ponieważ w podstawówce nie
mieliśmy tego przedmiotu. Wydawało się, że jakoś dzisiejszy
dzień będzie spokojny. Była naprawdę ładna pogoda, nie zanosiło
się na kłótnie.
Siedzieliśmy
w klasie, a ja, jak zwykle siedziałam w ostatniej ławce w środkowym
rzędzie z Natalią.
Patrzyłyśmy
do książek, a wtedy pani wyszła z klasy dosłownie na chwilę.
Wtedy
nasza Caroline odeszła od swojej ławki i usiadła na ławce
Ryan śmiejąc się ze swoimi przyjaciółkami. Najpierw w ogóle nas
nie interesowało o czym rozmawiają, tak samo jak większość
klasy. W końcu wszyscy usłyszeli wiele razy w zdaniach imię
;Katrina, a potem ich sztuczny, satysfakcyjny śmiech.
Nagle
usłyszałam bardzo wyraźnie:
-
Ryan, popatrz na Katrinę, siedzi z tą równie brzydką Natalią,
ciekawie czy będą mieć życie w tej szkole... Tak ich mi szkoda...
- ten głos należał do wrednej blondynki.
Nie
chciałam zwracać na to uwagi, lecz widać było, że Natalię to
zdenerwowało.
-
Patrz, jak ona się o nas wyraża. Ta szkoła nie jest jej! -
powiedział oburzona.
-
A właśnie, że jest moja, bo jestem najfajniejsza! - Caroline
usłyszała wyraźnie wypowiedź Natalii.
-
Natalia, nie zwracaj na nią uwagi... - próbowałam uspokoić
przyjaciółkę. Niestety, ta była już w połowie drogi do ławki
Ryan'a.
-
Może byś się tak łaskawie zamknęła, co?! - krzyczała Natalia
na całą klasę.
-
Hahah - Caroline śmiała się najgłośniej jak potrafiła -
Chciałabyś!
W
tej chwili po prostu cała klasa była w szoku. Natalia zamachnęła
się i z całej siły uderzyła Caroline w policzek. Rozległ się
huk i wszyscy spojrzeliśmy przede wszystkim na jej przyjaciół.
Dziewczyny mówiły, że nie ma życia w szkole i, że strasznie
przesadziła, a Ryan próbował usilnie uspokoić swoją dziewczynę.
Caroline zaczęła płakać, ale widać było, że nie chce nawet
spróbować się uspokoić.
Pani
nagle weszła do klasy, lecz Caroline minęła panią i właśnie z
niej wybiegła. Zaczęła pytać, co się tu działo, ale Natalia już
usiadła na swoim miejscu.
Moim
zdaniem, Caroline przegięła. Może nie powinna odrazu ją bić, ale
to i tak wszystko wina tej blondynki.
Wszyscy
mówili pani o jakimś pobiciu, ale nie chciała im wierzyć. Natalia
wcale nie wyglądała jakby miała zamiar kogoś pobić.
Właśnie
wtedy zabrzmiał dzwonek i wyszliśmy na przerwę.
Nie
mogłam przez chwilę znaleźć Natalii, a pierwszą osobą, którą
zobaczyłam była właśnie Caroline.
Wyszła
już z łazienki i z wściekłością w oczach, podeszła do mnie i
zaczęła znowu mnie obrażać.
-
Ty mała, wredna...! - wybuchła wściekła, jednak ja w porę jej
przerwałam.
-
Caroline... Daruj sobie - powiedziałam miejąc jej serdecznie dość.
-
Jesteś skończona! SKOŃCZONA! Rozumiesz?!
-
To nie moja wina. Sama zaczęłaś nas obrażać. Wiem, że Natalię
poniosło, ale...
-
Ale co?! Zobaczysz! Jeszcze mnie popamiętasz!
Machnęła
swoimi włosami prosto w moją twarz i odeszła. Nareszcie sobie
poszła, bo miałam jej dość. Jak można być takim wrednym?
Poznałam ją SZEŚĆ DNI temu...
A
ona już na mnie naskakuje.
Chwilę
później poszłam poszukać Natalii. Znalazłam ją i pozostałe
lekcje upłynęły na tym, że Caroline posyłała nam złowrogie
spojrzenia, a Natalia bez przerwy narzekała na jej okropne
zachowanie.
Potem
trzeba było wrócić jak zwykle do domu. Szłam chodnikiem, jak
zwykle rozmyślając o nowej szkole. Skoro Caroline już jest taka,
to co czeka nas później? Nie mogłam w ogóle dojść do wniosku,
który by ją usprawiedliwiał...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz